Dzisiaj też dostałam wreszcie swój Learning Agreement podpisany, wysłałam do Polski i teraz tylko podpis mojej uczelni i spokój z papierami przez chwilę!
Zajęcia z CSR, które zaczęły się w piątek wydają się przyjemne. Zajęcia praktyczne z marketingu za to mnie zaskoczyły, gdy zaczęliśmy szacować statystycznymi metodami dane w przyszłych okresach, trudne to było. I mamy też robić strategię marketingową dla portugalskiej firmy, która chce rozpromować filety bacalhau - filety nie cieszą się tu popularnością no i mamy coś wymyślić. Będzie trudne, ale podoba mi się, bo jest to prawdziwe zadanie! ;) Dzisiejsze zajęcia z International Environmental Politics trochę mnie zmartwiły, bo pierwsza grupa brała udział w debacie, moja grupa będzie za jakiś miesiąc, ale w sumie myślałam, że będzie to trochę łatwiejsze, a trzeba bardzo dużo czytać, czytać, czytać, ludzie dużo czytają, a zajęcia są jakby uzupełnieniem, miejscem wymieniania się opiniami, wszyscy są bardzo aktywni. Do tej pory prawie wszystkie zajęcia na mojej uczelni nie wymagały ode mnie większej formy aktywności niż słuchanie, notowanie, nauczenie się pod koniec na egzamin. Jest inaczej. Chyba fajniej. Mamy wybór. Albo aktywność na zajęciach, tzn. obecność, dyskusje, prezentacje, esej, testy, albo nie musimy nawet chodzić na zajęcia, tylko musimy napisać egzamin. Wybieram pierwszą opcję i będę mieć tyko 1 egzamin w sumie, resztę postaram się zaliczyć po prostu robiąc coś w miarę systematycznie. A i tak jest czas na podróżowanie ;) A zajęcia z portugalskiego powoli, powoli. To już nie jest tempo jakie narzucili nam na kursie EILC. Aż mi dziwnie nie mając zadania, nie musząc się uczyć. Znowu brak mi słówek. Ne mogę się zmusić sama do zapamiętywania ich, a na zajęciach bardziej omawiamy struktury, gramatykę, też czytamy i wszystko tłumaczone jest po portugalsku, więc z rozumieniem jest już u mnie dość dobrze. Tylko nie mówię!
W weekend pojechałam z Magdą z Warszawy autostopem do Porto. Wybrałyśmy to samo miejsce, z którego stopowałyśmy ostatnim razem z innymi dziewczynami do Aveiro. Wtedy właśnie zabrała nas osoba, która jechała do Porto. Więc i tym razem się udało. Drugie auto, które się zatrzymało, po około 35 minutach czekania. Ojciec z synem, który studiuje to co my w Coimbrze. Jechali na północ, wysadzili nas w dzielnicy Foz przy oceanie, skąd było trochę daleko do głównej turystycznej części miasta, ale zapytałysmy jedną panią o drogę i zaproponowała, że nas odwiezie i zrobiła jeszcze specjalnie okrężną drogę pokazując, co mamy zobaczyć ;) Starsza, ale elegancka pani z Belgii, która mieszka teraz w Portugalii ze swoim mężem Portugalczykiem. Udało nam się dotrzeć do miasta, szukałyśmy jeszcze centrum informacji turystycznej, żeby dostać mapę, pospacerowałyśmy wąskimi uliczkami i spróbowałyśmy francesini,
a późnym popołudniem spotkałyśmy się z dziewczynami, które przyleciały odwiedzić Magdę. Załatwiłyśmy sobie nocleg przez couchsurfing więc 2 Portugalczyków wybrało się z nami na wieczorny spacer i obiad.
Tym razem spróbowałam rybę Espada, a drugiego dnia ryżu fejoada:
Śniadanie w Pastelerii i dalsza część spacerowania.
I wizyta w piwnicach winiarni Croft Porto. Porto słynne jest właśnie z wina. Zwiedziłyśmy piwnicę i spróbowałyśmy 3 rodzajów wina:
Tak więc weekend udał się świetnie, a w poniedziałek pojechałam też z dziewczynami do Fatimy.
Teraz trochę zajęć, we wtorek mieliśmy zorgnizowaną przez esn polską imprezę, trochę z polską muzyką, malowali wszystkim polskie flagi na twarzy i było bardzo bardzo fajnie, już też przyzwyczaiłam się do faktu portugalskiego imprezowania we wtorki i czwartki, gdy niestety następnego dnia rano mam zajęcia, ale mobilizuję się i budzę ;) Ten weekend spędzam w Lizbonie u dziewczyn z Polski, które robiły kurs EILC z nami, i z którymi byłam w Aveiro autostopem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz